Pages

Jeździł Volkswagenem „garbusem”, rocznik 1969, którego zdjęcie pojawiało się na ekranie zaraz po fotografii samego Eastera. Był to stary grat, zresztą niczego innego nie należało oczekiwać po dwudziestosiedmioletnim kawalerze udającym studenta. Ale na karoserii auta nie było żadnych nalepek, nie dało się więc wyciągnąć żadnego wniosku na temat zapatrywań politycznych, stopnia świadomości społecznej czy choćby ulubionej drużyny sportowej właściciela pojazdu. Wywiadowca nie znalazł nawet plakietki parkingowej ani firmowego znaczka sprzedawcy samochodu. Volkswagen świadczył tylko o jednym, o ubóstwie Eastera. .

- To były pieniądze z kanistra. Widzisz.... — Czy mogę prosić o wodę? — wymamrotała Rybys, unosząc głowę. Twarz miała pokrytą plamami i spuchniętą, Herb Asher z trudnością ją zrozumiał.. Słodka podrzuciła łbem, potrząsając grzywą i wplecionymi w nią kawałkami jedwabiu, a ja nagle uświadomiłem sobie, że siedzę tak i patrzę już od dłuższej chwili. Słońce dotykało horyzontu. Klacz zrobiła krok lub dwa, jakby chciała dać znać, że równie chętnie pogalopuje tą drogą, co spokojnie wróci do chaty. Poszliśmy na kompromis: zawróciłem, ale pozwoliłem, aby klacz sama zdecydowała o tempie jazdy. Wybrała rytmiczny kłus. Kiedy dojechaliśmy do chaty, Błazen wystawił głowę przez drzwi.. Wspiął się na wzniesienie i spojrzał w dół. Znajdował się u wylotu małej doliny. Szlak, którym podążał, wiódł w dół, w inną dolinę usytuowaną od tej pod kątem prostym i przepołowioną wzburzonym górskim strumieniem, połyskującym w promieniach wieczornego słońca. Jeszcze jedna dolina, zaczynająca się po drugiej stronie strumienia, wrzynała się w góry w kierunku na Cobak, docelowy punkt jego podróży. W miejscu, gdzie po tej stronie strumienia spotykały się trzy doliny, stała mała chata z kamienia. Okolica roiła się od takich prymitywnych budowli. Zdaniem Jean-Pierre'a wznosili je nomadzi i wędrowni kupcy, by chronić się w nich później na noc.. Z zadumy wyrwała go seria następujących jeden po drugim okrzyków. Nie rozumiał wykrzykiwanych w dari słów, ale też nie musiał - z naglącego tonu domyślił się, że obserwatorzy rozmieszczeni na zboczach okolicznych wzgórz dostrzegli w oddali helikoptery i zasygnalizowali to znajdującemu się na szczycie urwiska Yussufowi, który przekazał informację dalej. W skąpanej w słońcu wiosce zakotłowało się - to partyzanci obsadzali przydzielone sobie stanowiska, poprawiali się w swoich kryjówkach, sprawdzali broń i zapalali nowe papierosy. Trzej mężczyźni siedzący do tej pory w łukowatych drzwiach meczetu wtopili się w mroczne wnętrze budowli. Teraz widziana z powietrza wioska będzie wyglądała na wyludnioną, jak zawsze w najgorętszej porze dnia, kiedy większość ludzi wypoczywa..

  • Losowane

  • najlepsze

  • - Z tego, co pan powiedział, wynikałoby, że każdy wspólnik...- słowa uwięzły mu w gardle. .

    Przez sześć godzin Mitch wyjaśniał różne metody, za pomocą których Morolto i jego współpracownicy prali brudne pieniądze. Najłatwiejszym i najbardziej popularnym sposobem było przerzucanie brudnej gotówki za granicę. Wykorzystywano do tego prywatną linię lotniczą firmy Bendiniego, przy czym na pokładzie samolotu znajdowało się zwykle dwóch lub trzech prawników, by nadać podróży pozory legalności. Amerykańska służba celna, mająca masę problemów z przemytem do kraju narkotyków, nie zwracała zbyt dużej uwagi na ładunki wywożone za granicę. Samoloty opuszczały kraj "brudne", a wracały "czyste". Znajdujący się na pokładzie prawnicy opłacali na Kajmanach celników i odpowiednich bankierów. Niekiedy dwadzieścia pięć procent przerzucanych pieniędzy przeznaczano na łapówki. .

    Skierowałem się czym prędzej ku sali kinowej, ale zanim zdążyłem tam wejść, otworzyły się drzwi i stanąłem oko w oko z Żyjącym Buddą. Mimo całego zaskoczenia skłoniłem się głęboko i podałem mu moją szarfę. Wziął ją ode mnie lewą rękę, prawą wykonując impulsywny gest błogosławieństwa, będący raczej spontanicznym wyrażeniem uczuć chłopca, który wreszcie przeforsował swoją wolę, niż ceremonialnym położeniem ręki na głowie. W sali kinowej siedzieli już ze spuszczonymi głowami trzej opaci, osobiści opiekunowie Króla-Boga. Wszystkich trzech znałem dobrze i nie uszło mojej uwadze, jak lodowato odpowiedzieli dzisiaj na moje pozdrowienie. Z pewnością nie mogli się pogodzić z wtargnięciem intruza w ich dziedzinę, ale nie odważyliby się otwarcie przeciwstawić życzeniu Dalajlamy. Młody Król-Bóg był tym bardziej serdeczny. Promieniał na twarzy i zasypywał mnie pytaniami. Wydawało mi się, że mam przed sobą samotną istotę, którą przez wiele lat nurtowały różne problemy i teraz, gdy wreszcie ma z kim porozmawiać, chciałaby uzyskać odpowiedź na wszystko na raz. Nie dał mi zresztą czasu do namysłu, ponaglając do założenia filmu, który już od dawna chciał obejrzeć. Był to film dokumentalny o kapitulacji Japończyków. Opatów, którzy mieli stanowić audytorium, odesłał na widownię. .

    Jeździł Volkswagenem „garbusem”, rocznik 1969, którego zdjęcie pojawiało się na ekranie zaraz po fotografii samego Eastera. Był to stary grat, zresztą niczego innego nie należało oczekiwać po dwudziestosiedmioletnim kawalerze udającym studenta. Ale na karoserii auta nie było żadnych nalepek, nie dało się więc wyciągnąć żadnego wniosku na temat zapatrywań politycznych, stopnia świadomości społecznej czy choćby ulubionej drużyny sportowej właściciela pojazdu. Wywiadowca nie znalazł nawet plakietki parkingowej ani firmowego znaczka sprzedawcy samochodu. Volkswagen świadczył tylko o jednym, o ubóstwie Eastera. .

    "Ciekawe - pomyślał Howell. - Chcą mieć współczesny system ubezpieczeń społecznych - albo swoje pieniądze z powrotem. To, że wsadzili Paula i Billa do więzienia i wyznaczyli kaucję w wysokości trzynastu milionów dolarów, było z ich strony formą pozostawienia EDS możliwości wyboru dwóch rozwiązań - i ani jednego więcej. Zaczynamy wreszcie dochodzić do konkretów". .